Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Wspomnienia żarowskiego osadnika

Drukuj
Utworzono: poniedziałek, 19, lipiec 2021

Drobny fragment wspomnień mojego ojca, Jana Kozioła, oddający klimat pierwszych dni w Polsce po przyjeździe w 1946 r. z Niemiec, gdzie przebywał na przymusowych robotach. Pracownicy przymusowi nie tylko brali udział w pracach, do których ich przydzielono np. w gospodarstwach rolnych, ale też wykonywali prace na rzecz obronności. Były to prace na wyniszczenie. Przetrzymywano ich w obozach pracy w nieludzkich warunkach. Ten okres nigdy do końca nie został rzetelnie przebadany, a dokumenty po przybyciu do Polski kazano zwrócić do urzędów. W przypadku matki taki dokument udało się mi odzyskać, ojciec też zachował jeden z takich dokumentów. Ojciec zmarł w 1988 r. Wspomnienia spisał na przełomie 1983 i 1984 r. po przejściu na emeryturę. Załączam jedno zdjęcie z okresu pobytu w Niemczech.

 

Jan Kozioł na robotach przymusowych w Niemczech. Na marynarce widoczna kwadratowa naszywka z literą "P"

 

 

W dniu 14 sierpnia 1946 roku przyjechaliśmy do Polski do miasta Czechowice-Dziedzice, wieczorem. Tam zostaliśmy przekazani przez Amerykanów władzom Polskim. W Dziedzicach byliśmy 3 dni. Przez ten czas były załatwiane sprawy dowodów osobistych miejsca osiedlenia się w Polsce. W Dziedzicach otrzymaliśmy zapomogę w wysokości po 100 zł. Ogromnie widziało mi się dużo pieniędzy. W Dziedzicach przechodząc koło rożna zapachniała mi Polska kiełbasa i postanowiłem sobie kupić i zjeść po 6-ciu latach. Otrzymałem kawałek gorącej kiełbasy i kiedy sprzedawczyni zażądała za to 90 zł włosy dęba mi stanęły. Prawie cała moja zapomoga. Z Dziedzic wyjechaliśmy do Świdnicy skąd PUR skierował nas do Jaroszowa koło kopalni gliny. Nie mieliśmy się czym dostać do Jaroszowa. Pod wieczór dnia 18.08.46 r. załatwił nam urząd w Świdnicy samochód ciężarowy który wiózł mąkę do Żarowskich Zakładów Materiałów Ogniotrwałych i po wyładowaniu mąki miał nas odwieźć do Jaroszowa. Kiedy czekaliśmy przed portiernią nadszedł dyrektor tego zakładu ob. Maźbic.

 

 

Powiedział nam po 20 wy do Jaroszowa pojedziecie możecie zostać w Żarowie i pracować w tej fabryce. Koło portierni były baraki puste gdzie mogliśmy przenocować. Na drugi dzień rano 19.08.46 o godz. 7 poszedłem do pracy. W czasie śniadania załatwiłem przyjęcie i zatrudniono mnie w dziale ekspedycji przy za i wyładunku wagonów. Praca była bardzo ciężka. Nie było odpowiednich łopat taczek i wózków. Na śniadanie mogliśmy zjeść na stołówce czarny chleb z syropem z buraków cukrowych a na popołudnie 1 litr zupy. Do otrzymania pierwszej zaliczki było nam bardzo ciężko. Chodziliśmy po nocy na ziemniaki na pole PGR bo nie mieliśmy w ogóle pieniędzy. Ja sprzedałem spodnie i swetr ale to było za mało. Po 11 dniach dostałem wypłatę w wysokości 1500 zł. Na kartki żywnościowe żywność była tania, jak chleb, mięso kasza mąka i cukier, ale tego było za mało i trzeba było dokupić. W tych barakach mieszkaliśmy tydzień czasu. Po tygodniu otrzymałem mieszkanie na ul. Armii Czerwonej pod 23a. Nie było tam szyb w oknach ani żadnych mebli. Chodziliśmy po pustych domach i zbieraliśmy różne graty. W dniu 16. września wzięliśmy ślub kościelny z moją żoną. Dwa pierścionki wykułem z niemieckich starych fenigów bo po pierwsze gdzie kupić i za co. W tym roku na zakładzie zorganizowano wieczór wigilijny na stołówce. Był tam opłatek orkiestra i każdy pracownik otrzymał 4 bułki po dwa marynowane śledzie i ćwiartkę wódki. Po posiłku śpiewaliśmy kolędy. To wszystko trwało może 2 godziny.

 

Link do strony o pracownikach przymusowych:
https://www.dw.com/pl/niewolnicy-iii-rzeszy-przywracanie-pami%C4%99ci/a-41113956

Opracowanie
R. Kozioł

 

=======================================

 

 

 

P (niem. Polenabzeichen) – oznaczenie Polaków zmuszonych do pracy przymusowej w III Rzeszy. Wprowadzone dekretami z 8 marca 1940 roku, podpisanymi przez szefa SS Heinricha Himmlera, musieli je nosić w widocznym miejscu wszyscy Polacy zmuszeni do niewolniczej pracy w Niemczech. W dekretach czytamy m.in.: „(...) Robotnicy i robotnice polskiej narodowości, którzy są lub będą włączeni do pracy cywilnej w Niemczech, mają obowiązek stałego noszenia na piersi każdej części ubioru po prawej stronie noszonego ubrania widocznego znaku. Znak składa się z postanowionego na kancie kwadratu o boku 5 cm, półcentymetrowego fioletowego obramowania i litery P na środku. Kto nie zastosuje się do przepisów, będzie podlegał karze grzywny do 150 RM [reichsmarek] lub karze aresztu sześć tygodni (...)”

W. Maszewski, To był pierwszy prawdziwy "widoczny znak", 2009 (Nasz Dziennik)

© 2015 Żarowska Izba Historyczna

Tuesday the 28th. By BlueHost Review and Affiliate Marketing.